|
Miałem wczoraj wątpliwą przyjemność zostać zdjętym przez samochód z przejazdu rowerowego. Opis zdarzenia: Przejazd bez świateł, z bardzo dobrą widocznoscią. Samochód podjeżdza do przejscia dla pieszych przed przejazdem, zwalnia i zatrzymuje się. Ja wjeżdzam na przejazd, (przejazd jest rownolegle do głownej drogi, samochód wyjeżdza z podporządkowanej) Kierowca jak sie potem okazuje patrzy na główną drogę (chce skręcić w prawo) i nie widząc tam samochodów rusza nie zauważając mnie przed maską. Uderza mnie srodkiem zderzaka w lewą stopę i pedał. Zostaję wyrzucony z roweru, uderzam głową w asfalt, slizg na głowie, rekach i kolanach. Leże na asfalcie. Kierowca wzywa karetkę, zabierają mnie na sygnale z podejrzeniem urazu kręgosłupa. Na miejscu RTG kregosłupa i kolan, stwierdzenie skręcenia i naderwania odcinka szyjnego, prikaz noszenia kołnierza przez 14 dni, załozenie kilku szwów na kolanie. Policja zabiera rower. Kierowca (młody człowiek, nota bene sam rowerzysta) po wypadku zachował się w porządku, deklaruje pokrycie strat i pomoc.Żaden z nas nie jest zainteresowany robieniem drugiemu wiecej problemów niż już mamy. Moje straty to rozbity kask, rękawiczki, przetarta na łokciu bluza termoaktywna, wyrwany blok SPD z butów no i rower (Unibike Viper) - nie wiem jeszcze w jakim jest stanie, na razie leży na komendzie policji. Boczne uderzenie w ramę raczej nie wróży dobrze. Do tego koszty leków. Przede mną rozmowa z towarzystwem ubezpieczeniowym sprawcy. Oczywiscie chciałbym wyciągnąc z OC pełne pokrycie moich strat a niespecjalnie wierzę, żeby rzeczozanwcy samochodowi z TU byli kompetentni w kwestii rowerów. Zapewne kilka osób tutaj przechodziło podobny proces i może mi cos doradzić. Aha, czy fakt, że jechałem do pracy cokolwiek tu zmienia? pozdrawiam,
|