|
W tych czeluściach, o których ojciec opowiadał swemu synowi, ginęli wszyscy przodkowie, i ojciec także już był gotowy, już żegnał się z rodziną, pianę z ust ocierając, która płynęłą falą i kły, wyrastające z policzków dłońmi przykrywając. Już buty zzuł, by stopy zrogowaciałe stuknęły o kamień piwnicy, i długi róg na czole zaczął się kluć spomiędzy siwych brwi, gdy syn zapytał go o przyczynę tej przemiany łosem niewinnym i anielskim. Ryknął bawolim śmiechem stwór, odtrąciwszy go między beczki, w które od stuleci rodzina zbierała krew zabitych na gościńcach. -Będziesz jako ja -wycharczał w języku, którego nie pojmuje żywe ucho- -A ukończywszy lat sto pięćdziesiąt, przemienisz się w potwora ze snu! Zapytaj matkę, ona wie najlepiej, pochodzi wszak w prostej linii od pana naszego, czarta. Więc syn, wzniósłszy oczęta na rodzicielkę, pytał, czy to prawda? -Prawda, mój synku, szczera prawda, twe różowe ciałko kosmatą pokryje się szczeciną i ty sam, zionąc siarką wskoczysz w tę czeluść, która otwiera się pod nami. Tak było zawsze. I będzie, póki na rozstajach stać będzie karczma, zwana Dołem Diabła. Aldo Bertolucci tłum. Leszek Lachowiecki
|