też nie cierpię szpiczastych czubów, ale takich maksymalnie zaokrąglonych również. Najfajniejsze sa takie pomiędzy - lekki szpic, dzięki czemu stopa wygląda smukło, ale też palce nie są ściśnięte i but nie jest 10 cm dłuższy niż stopa. Udało mi się rok temu kupić takie i cały czas w nich chodzę, bo co zajrzę do jakiegoś obuwniczego, to załamka... O widzisz, ja na ślub kupiłam buty z czubkiem. I to, tak jak piszesz, nie był żaden drastyczny czub, ale czub umiarkowany, delikatny, nie miało się wrażenia, że wydłuża nogę, a poza tym na samej górze był na płasko ścięty i nie tworzył szpica. Normalnie w życiu nie kupiłabym takich, ale te tak zgrabnie wyglądały na nodze, jak mało które. I nawet kombinuję, co tu dokupić, żeby w tym częściej chodzić, jakąś jasną spódnicę (len?), bo buty są w kolorze ecru. Obcas leciutki, tak ze 2-3 cm. Słowem, są szpice i szpice a szpic szpicowi nierówny.

Krusz.