Piszę tutaj, bo teraz to już raczej nie kwalifikuje się na pl.rec.muzyka.rock, a wielu z całą pewnością powie, że nie kwalifikowało się nigdy.

O czym mówię? Kilka dni temu wszedłem sobie wieczorem na onet.pl, aby zgodnie z codziennym rytuałem sprawdzić czy przypadkiem minister edukacji czegoś ciekawego nie wymyślił, czy Polska przez ten dzień jeszcze bardziej nie stała się państwem wyznaniowym, albo żeby sprawdzić czego jeszcze chcą zakazać nam parlamentarzyści.

Zamiast tego zobaczyłem na samej górze spore zdjęcie jakiejś blondynki w stylu Paris Hilton i zaraz potem rzucił mi się w oczy tytuł: Zobacz najnowszy teledysk Avril Lavigne ... Przyjrzałem się bardziej i faktycznie - to ona!

Tutaj muszę dodać, że nigdy nie byłem fanem jej muzyki, śmieszą mnie wielkie rzesze kinderpunkowych fanów uważających, że jej twóczość zalicza się właśnie do tego nurtu (oj, jak oni muszą się teraz czuć zawiedzeni jej nowym wizerunkiem

). Z drugiej strony nigdy w życiu nie porównałbym jej np. do Tokio Hotel - w przeciwieństwie do nastolatków zza naszej zachodniej granicy ona przynajmniej nie ma sepleniącego wokalu, a wizerunek nie raził w oczy (czas przeszły). Do tego mimo wszystko widać było, że ma za sobą jakąś edukację muzyczną (gitara, pianino). Jeśli dodać fakt, że pochodzi z Kanady i sama pisze swoje teksty piosenek mimo wszystko logiczne wydawały się porównania do Alanis Morissette. Może przesadą byłoby nazywanie ją nową Alanis bo to sugerowałoby, że jest objawieniem na taką samą skalę... Jednak pewne podobieństwa chociażby w tematyce piosenek, pomijając mniejsze doświadczenia życiowe jednak widać... No cóż, od początku było wiadomo, że kiedyś będzie musiała zrzucić trampki, podarte spodnie i ten krawat.

Nie przypuszczałem jednak, że zamieni to na plastikowe ciuchy z teledysków Paris Hilton rodem... No cóż, stało się - dziewczynie przybyło lat, przybyło też kasy na koncie, a więc zamieniła skate/_meta_l shopy na drogie butiki.

Głupotą byłoby mieć do niej o to pretensje.

Z drugiej jednak strony gorszego wizerunku nie mogła sobie chyba wybrać. Plastikowe blondynki pojawiają się na scenie muzycznej na rok, czasem trochę dłużej, ciągną swoją karierę na skandalach obyczajowych i przepadają bez słuchu. Panna Lavigne pewnie skończy w ten sam sposób - jestem przekonany, że większa część jej starych fanów lubiących jej bardziej rockowe wcielenie zwyczajnie będzie miała jej dosyć. Pomijając kwestię image - teraz nawet gitar prawie u niej nie słychać, a jak słychać, to jakieś takie wytłumione.

Zdobędzie pewnie sporo nowych fanów - kolejne rzesze nastolatków, którzy słuchaliby Britney, gdyby ta nie leczyła właśnie depresji... Potem przepadnie po niej słuch.

Wygląda na to, że zajęli się nią tak samo krótkowzroczni spece od kreowania wizerunku, jak Ci, którzy jakiś czas temu próbowali wylansować Kaję Paschalską czy każdego z uczestników Idola z wyjątkiem Brodki, który wydał płytę.

Bardziej na miejscu byłby IMHO Alanis _style_

Czy będzie mi jej brakowało? Nie... Większość jej piosenek była dla mnie neutralna (no może lekko w kierunku plusa) i tylko koncertowy cover Basket Case z repertuaru Green Daya bardziej mnie ruszył. Mimo wszystko szkoda.
